Marcin Kołodyński – Cudowne dziecko telewizji

Cudowne dziecko telewizji

Dziś miałby 35 lat i pewnie byłby megagwiazdą. Jednak wieczorna jazda na desce snowboardowej zakończyła jego karierę i życie.
Żył tylko 20 lat, ale zdążył zostać prawdziwą gwiazdą małego i dużego ekranu. Wszyscy, którzy zetknęli się z Marcinem Kołodyńskim, podkreślają jego wyjątkową osobowość, życzliwość, radość życia. Nikt nie pamięta, by zrobił komuś przykrość lub z kimś się pokłócił. Przyciągał uwagę, każdy chciał z nim przebywać. – A dziewczyny za nim wprost szalały. Uważały, że jest superprzystojny, przemawiała do nich jego charyzma – zauważył Paweł Szmaus, przyjaciel Marcina. „Złoty chłopak” – mówiono o Kołodyńskim.

Jest rok 1988. Do szkoły podstawowej na warszawskim Powiślu przychodzi reżyser z telewizji. Szuka uczniów do prowadzenia programów dla dzieci. Jego uwagę zwraca uroczy blondynek o bystrych niebieskich oczach i ujmującym uśmiechu. Marcin od razu zostaje zaangażowany do „5-10-15”. Został tam na wiele lat, przechodząc przez wszystkie grupy wiekowe. Od początku prowadził też „Rower Błażeja”, był również prezenterem „Listy Przebojów” TVP1.

- Zawsze robił milion rzeczy na minutę, miał mnóstwo energii i pomysłów, a przy okazji świetnie się bawił – opowiadała współpracująca z Marcinem Anna Karna. Zauważyła, że nawet swoje wady potrafił umiejętnie wykorzystać. – Lubił spać, przez co często się spóźniał, ale nikt nie miał mu tego za złe. Miał po prostu wielki talent. To, do czego my w „Rowerze Błażeja” musieliśmy się przygotowywać, jemu wychodziło momentalnie. Potrafił wpaść do studia w ostatniej chwili, a i tak kradł sympatię wszystkich widzów…

Prowadzenie programów telewizyjnych mu nie wystarczało. Pasjonowały go sztuki plastyczne, uprawiał graffiti. Także to nielegalne – nieraz nocą musiał uciekać przed stróżami prawa. Jako didżej obsługiwał imprezy. Grywał w filmach („Chłopaki nie płaczą”) i serialach (w „Rodzinie zastępczej był chłopakiem Moniki Mrozowskiej). Zachwycił główną rolą w spektaklu telewizyjnym „Usta Micka Jaggera”, za którą dostał nagrodę ministra kultury. – Zapowiadał się na świetnego aktora. Był bardzo kontaktowy i sympatyczny. Każdy facet chciałby mieć takiego syna. Sam mam dwóch, ale czułem, że on mógłby być trzecim – mówił Mirosław Baka, też grający w tym spektaklu.

Marcin Kołodyński (fot. screen z programu Tenbit.pl)

- Marcin nigdy nie narzekał, był zadowolony ze swojego życia i wierzył, że wszystko zmierza we właściwym kierunku – mówił jego przyjaciel Tomasz Bajer. A jednak to młode życie zostało tragicznie przerwane. Zgubna okazała się nowa pasja – snowboard. 1 lutego 2001 r. Marcin wyjechał wieczorem na stok położony w okolicach Poronina. Chciał wypróbować tor i nowy sprzęt. Stok był słabo oświetlony, rozpędzony Kołodyński uderzył w ratrak, zginął na miejscu. Znajomym nie mieściło się w głowie, że już nigdy nie spotkają się z tym pełnym życia chłopakiem. – Gdy odchodzi taka osoba, to naprawdę łatwo uwierzyć, że los jest niesprawiedliwy – mówi Monika Mrozowska.

Źródło artykułu: „Na żywo”/Legendy TVP/A. Brzoza

Źródła zdjęć: [1] [2]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>