Tadeusz Janczar – Polska replika Jamesa Deana

Porzucił żonę w ciąży, bo nie był gotowy na ojcostwo. Został gwiazdorem, ale choroby skłoniły go do czterech prób samobójczych.

Mówiono, że jest polską repliką Jamesa Deana. Podobnie jak amerykański idol, Tadeusz Janczar intrygował szlachetną twarzą, sugestywnym spojrzeniem i mroczną tajemnicą otaczającą każda z jego postaci. W latach 60. stał się jednym z najpopularniejszych aktorów i wydawało się, że przed nim lata wspaniałej kariery. A jednak z roku na rok było go na ekranie coraz mniej, aż w końcu zupełnie zniknął. Mało kto wiedział, że przyczyną była ciężka choroba.
Miał 13 lat, kiedy wybuchła wojna, która szybko odcisnęła się tragicznie na rodzinie Musiałów (nazwisko Janczar przyjął znacznie później) – 18 września jego ojciec, podoficer wojska, został zamordowany przez Armię Czerwoną. Aktor do końca życia nie odnalazł jego grobu. Druga tragedia spadła na rodzinę dwa lata później – starsza siostra Tadeusza, Janina, zmarła na gruźlicę. Został sam z mamą. Żeby jej pomóc w utrzymaniu domu, pracował w wytwórni zabawek. Związał się też z konspiracją, był w Szarych Szeregach, brał udział w Powstaniu Warszawskim. Na scenie zadebiutował jako aktor frontowy w dywizji „kościuszkowców” Berlinga.

Zaraz po wojnie, jako aktor Teatru Dzieci Warszawy, związał się z młodziutką inspicjentką Elżbietą Habich. „To była bardzo zmysłowa miłość. Pełno w niej było spontaniczności, zabawy” – wspominał znajomy Tadeusza. Ale po ślubie w 1949 r. czar szybko prysnął, pojawiła się proza życia, a z nią kłótnie i problemy nie do rozwiązania. Małżeństwo przetrwało tylko rok. Tadeusz doprowadził do rozwodu, choć Ela była wtedy w ciąży z ich synem Krzysztofem, który po latach tak komentował sytuacje rodziców: „Tata zaczynał wtedy swoją aktorską karierę i nie czuł się jeszcze gotowy na dziecko. A mama chciała je mieć. Wydaje się, że tata nie zaakceptował jej wyboru. Z tego wziął się konflikt i rozstanie…”

Elżbieta nigdy nie wybaczyła Tadeuszowi odejścia. Z zemsty utrudniała mu kontakty z Krzysiem, choć aktor nie zamierzał odcinać się od byłej żony, a zwłaszcza od potomka. Jednak nie mógł widywać syna tak często, jak by chciał. „Tata pojawiał się od czasu do czasu. Zawsze tak samo cudowny, piękny pan, pięknie ubrany i pachnący. Brał mnie na barana i zabierał na spacer” – pamięta Krzysztof.

W połowie lat 50. Tadeusz poznał w Teatrze Nowej Warszawy aktorkę Małgorzatę Lorentowicz, którą wszyscy nazywali Dudą od jej konspiracyjnego pseudonimu. W spektaklu „Don Cezar de Bazan” grali parę, którą w życiu też się stawali. „Ich zakochiwanie się w sobie wyglądało pięknie. Tadeusz tak subtelnie potrafił się do Dudy zalecać, a ona tak dostojnie potrafiła te zaloty przyjmować. Ich romans dojrzewał na oczach całego teatru” – opowiadał kolega pary. Pobrali się dzień przed rozpoczęciem zdjęć do filmu „Pożegnania”, w którym Janczar grał jedną z głównych ról. Miesiąc miodowy spędzili… na planie zdjęciowym. Potem przez lata też nie odstępowali się na krok. „Tadeusz zawsze mówił, że Duda jest jego największą miłością. A dla Dudy był nią Tadeusz, co udowodniła wkrótce, gdy przyszły dla nich ciężkie czasy” – opowiadał znajomy.


Janczarowi granie sprawiało coraz więcej trudności. Czuł się źle, każde wyjście na scenę czy wyjazd na plan filmowy dużo go kosztowały. Koledzy widzieli, jak niegdyś wesoły i towarzyski aktor zamyka się w sobie. Okazało się, że cierpi na cyklofrenię, charakteryzującą się okresowym występowaniem depresji i stanów maniakalnych oraz huśtawkami nastrojów. „Tadeusz w stanie euforii miał ogromną potrzebę cieszenia się życiem. Wracał do domu nad razem, bo wieczorem spotkał jakichś kolegów, albo ciągle namawiał mnie, żebyśmy gdzieś wyszli, potańczyli. Za kilka dni zmieniał się w skulonego człowieka, który bał się każdego dzwonka do drzwi” – opowiadała Małgorzata.

Za czasem okresy euforii robiły się coraz krótsze, a depresji – dłuższe i cięższe. „Miał to szczęście w nieszczęściu, że przy jego boku znajdowała się oddana żona, która cudownie, z ogromną troską się nim wtedy zajmowała” – podkreśla znajoma.

Choroba nie pozwoliła Tadeuszowi cieszyć się należycie z pierwszego filmowego sukcesu syna, który jako 15-latek zagrał z powodzeniem w serialu „Wojna domowa”. Potem obaj Janczarowie wystąpili razem w dwóch filmach, „Prawda w oczy” i „Złote koło”, grając… ojca i syna. Przez pewien czas pracowali też w Teatrze Narodowym. W 1981 r. ich drogi znów się rozeszły – Krzysztof wyjechał na kilka lat do USA. „Trudno mi było wtedy nawiązać z tatą kontakt. Kiedy do niego stamtąd dzwoniłem, nigdy nie słyszałem, żeby był ucieszony moim telefonem. Chorował, więc z pewnością taki entuzjazm był niemożliwy” – mówił młodszy Janczar. Przez lata jego nieobecności stan Tadeusza znacznie się pogorszył. Chorował na raka, stracił ochotę do życia, cztery razy próbował popełnić samobójstwo. Gdy w połowie lat 90. Krzysztof wrócił do kraju i odwiedził ojca w szpitalu, przeżył wstrząs. „Wyszedłem stamtąd zdruzgotany. Przyznaję, nie byłem w stanie psychicznie unieść tego, co zobaczyłem” – wyznał. Nie odwiedzał potem ojca w domu, nigdy nie przedstawił mu wnuka Krzysztofa Artura Janczara, dziś również aktora.
Tadeusz Janczar zmarł 31 października 1997r. 8 lat później w grobowcu na warszawskich Powązkach spoczęła obok niego ukochana Duda.

Źródło artykułu: „Na żywo” Anna Bazia

Źródła zdjęć [1] [2] [3] [4]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>