Najlepsza suflerka świata

Znalezione obrazy dla zapytania Halina Friedmannowa

Już za życia była legendą. Nie miała sobie równej. Każdego wieczoru siadała w kulisie albo w budce suflerskiej. Kiedy w Teatrze Nowym grano „Uczone białogłowy” Moliera z Mieczysławą Ćwiklińską, trzymała na pulpicie lub na kolanach zamknięty egzemplarz sztuki. Czekała na rozpoczęcie przedstawienia. Po gongu, kiedy kurtyna szła w górę, zamiast pilnować tekstu, patrzyła na aktorów i śledziła akcję. W razie potrzeby, natychmiast podrzucała brakujące słowo. Całą sztukę miała w głowie. Wszyscy chcieli z nią pracować.

W 1950 r. z okazji 50-lecia pracy artystycznej Mieczysławy Ćwiklińskiej, Halina Friedmann stała za nią scenie w Teatrze Polskim i pilnowała, by pani Miecia, jak ją nazywano, nie uroniła słowa z przemówienia. Aktorka kochała ją jak własną córkę. Nazywała pieszczotliwie Halusią. Powierzała najskrytsze sekrety. Suflerka czuła się zaszczycona tym wyróżnieniem.

Kiedy aktorka grała gościnnie tytułową rolę w „Moralności pani Dulskiej” w teatrze w Olsztynie, zastrzegła w kontrakcie, że Halina Friedmann oprócz suflowania, również zagra! Wzięło się to stąd, że kiedyś pani Halina zrobiła w Warszawie zastępstwo za pewną aktorkę, która… zapomniała przyjść na przedstawienie. Widząc, że spektaklowi grozi katastrofa, nie pytając nikogo, włożyła kostium Tadrachowej i weszła na scenę! Okazało się, że grać też potrafi.
Cenili ją aktorzy, dyrektorzy teatrów, zespół techniczny i administracyjny. Ze wszystkimi była po imieniu. Pracowała m.in. z Wandą Łuczycką, Ewą Krzyżewską, Haliną Mikołajską, Lucyną Winnicką, Jadwigą Jankowską-Cieślak, Janem Świderskim, Edmundem Fettingiem, Wiesławem Gołasem, Andrzejem Szczepkowskim. Z jej pomocy korzystali m.in. Józef Nowak, Wojciech Pokora, Gustaw Lutkiewicz, Aleksander Dzwonkowski. W podzięce za ratowanie ich z opresji, znosili jej prezenty i kwiaty. Kiedyś napisali wierszyk: „Bez szeptu kochanej Halinki, Leżem i kwiczem jak świnki. Stąd wniosek – Halina, Suksesu przyczyna” – wdzięczni hafciarze.

Halina Friedmann, z domu Helena Bialik, urodziła się 17 lutego 1921 roku w Nowym Sączu. Matka zmarła przy porodzie. Jej wychowaniem zajęła się siostra matki, która wkrótce poślubiła jej ojca, zawodowego wojskowego. Pani Halina, bo tak wszyscy się do niej zwracali, już jako dorosła osoba wielokrotnie wspominała, że nie została dostatecznie przygotowana do życia. Uczyła się na własnych błędach. Z czasem stała się mentorką innych kobiet. Udzielała im rad, m.in. Magdalenie Zawadzkiej, dla której była niemal wyrocznią. Z Magdaleną Zawadzką i jej mężem Gustawem Holoubkiem łączyła ją dozgonna przyjaźń. To właśnie Halina Friedmann była świadkiem na ich ślubie. Przez pewien czas mieszkali u niej, kiedy nie mieli własnego kąta.

W 1947 r. Halina wraz z mężem Marianem otworzyli teatr. Z synem Stefanem, który oczywiście został aktorem, mieszkali w służbowym, 2-pokojowym mieszkaniu przy ulicy Skrzetuskiego 30. Służbowe mieszkanie Friedmannowie dzielili z córką genialnego aktora Stefana Jaracza, również aktorką – Hanką. Wszyscy żyli w idealnej zgodzie i pomagali sobie wzajemnie. Kiedy Hance Jaraczównie urodziła się córeczka, wszyscy się nią opiekowali. Dziś jej córka, Magda Jaracz, jest wziętą i cenioną suflerką.

Kiedy Halina Friedmann przeszła na emeryturę, nadal jej dom otwarty był dla wszystkich. W pokoju na czołowym miejscu stał sławny fotel pani Mieci, a na ścianach wisiały jej fotografie. Obok zdjęć syna Stefana, synowej Krysi, wnuków Filipa i Wojtka, oraz prawnuków. Rodzina i przyjaciele, wszyscy dbali, by niczego jej nie brakowało. Także pieniędzy, których Halina nie wydawała.

Miała wyjątkowe szczęście do ludzi. Sąsiedzi przynosili jej węgiel i dbali, by mieszkanie było czyste. Zajmowali się też remontami. Listonosz, który dostarczał emeryturę, opłacał jej wszystkie rachunki na poczcie. Masażysta zajmował się zaopatrzeniem. Codziennie przynoszono jej prasę i papierosy. Co tydzień czytała „Angorę” i „Życie na Gorąco”. Interesowała się wszystkim. Polityką też, choć jej nie znosiła.

Przez wiele lat nie wychodziła z domu. Twierdziła, że ma zawroty głowy. Raz tylko 24 stycznia 1994 r. zrobiła wyjątek. Przyszła do Klubu Księgarza na Starym Mieście w Warszawie na promocję książki „Teatr, plotki, aktorzy” Witolda Sadowego.

Nigdy się na nic nie skarżyła. Któregoś dnia w swoim mieszkaniu niefortunnie zawadziła nogą o dywan. Upadła i złamała biodro. Zawieziono ją do szpitala. Zrobiono operację. Wydawało się, że wszystko jest w porządku, że wyjdzie z tego. Niestety, 17 kwietnia 2010 roku zmarła. Kiedyś zaprzyjaźniony z nią aktor Andrzej Szczepkowski wymyślił takie oto przesłanie: „Tu leży Halina Friedmannowa, Suflerka co się zowie, Przechodniu zmów paciorek, Ona ci podpowie”. To epitafium jej syn Stefan Friedmann umieścił na marmurowym grobowcu matki.

Źródło: Witold Sadowy, Życie na gorąco

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>