Fałszywe ofiary

Znalezione obrazy dla zapytania Misha Defonseca

/Misha Defonseca/

Patologiczni kłamcy szargają wszystkie świętości. Wykreować się na ofiarę Holokaustu, 11 września, katastrofy naturalnej? Żaden problem!

Przypadek jest wyjątkowo osobliwy. Miejmy nadzieję, że to już kres tej historii – oświadczył sędzia Marc Kantrowitz z sądu stanowego Massachusetts i zakończył ciągnący się od lat proces w sprawie Mishy Defonseki. 77-letnia belgijska pisarka w zeszłym roku została zobligowana prawo-mocnym wyrokiem do zwrotu 22,5 mln dola-rów udziału w zyskach ze sprzedaży jej bestsellerowej autobiografii. Wydane w 1997 roku wspomnienia „A Mémoire of the Holocaust Years” (polski tytuł: „Przeżyć z wilkami”) przetłumaczono na 20 języków, a na jej podstawie Francuzi nakręcili film. Misha wspomina w niej siebie jako siedmiolatkę, która doznała traumy po tym, jak w czasie wojny Niemcy wywieźli jej rodziców. Postanowiła ich odnaleźć za wszelką cenę. Uciekła więc od przybranych opiekunów i pieszo wędrowała przez Belgię, Niemcy i Polskę. By przeżyć, kradła jedzenie, a nawet zastrzeliła hitlerowca. Mieszkała w lesie, gdzie przygarnęła ją wataha wilków.

11 lat po premierze wspomnień wyszło na jaw, że Defonseca swoją tułaczkę zmyśliła. Jej rodziców rzeczywiście wywieziono do obozu, ale dziewczynkę wychowywali dziadek i wujek. Wcale nie przemierzała samotnie Europy, lecz uczyła się w brukselskiej szkole. Kiedy odnaleziono jej akt chrztu, okazało się, że nie jest nawet Żydówką i naprawdę nazywa się Monica Ernestine Josephine De Wael. Broniąc się pisarka tłumaczyła, że nie opisała prawdziwej rzeczywistości, lecz swoją rzeczywistość. Że gdy rodzice zniknęli, miała zaledwie cztery lata i czuła się opuszczona jak prześladowany Żyd.

Choć trudno pojąć, jak można wykorzystywać ludobójstwo dla własnych korzyści, nie brakuje ludzi, którzy kreują się na ofiary wojny, katastrof, klęsk żywiołowych czy Holokaustu. Jedni robią to dla pieniędzy, drudzy, by wzbudzić współczucie, a jeszcze inni w swoje kłamstwa święcie wierzą.

Znalezione obrazy dla zapytania Herman Rosenblat

/Herman Rosenblat/

W 2008 r. wyszło na jaw, że kłamał również Herman Rosenblat , bohater innej niesamowitej historii z czasów wojny. Oprah Winfrey nie mogła powstrzymać łez, kiedy opowiadał, jakie katusze przeżywał w Buchenwaldzie, gdzie trafił jako chłopiec. Pewnego dnia spacerując nieopodal ogrodzenia zobaczył po drugiej stronie dziewczynkę, od której dostał jabłko. Zrodziła się między nimi przyjaźń, która trwała siedem miesięcy. Wygłodniały chłopiec każdego dnia dostawał owoce od nowej przyjaciółki. W 1957 r. już jako dorosły mężczyzna przypadkowo spotkał ją ponownie. Kiedy rozpoznał w niej dziewczynkę sprzed lat, poprosił ją o rękę.

Sprawą Rosenblata zajęli się zawodowi historycy Holokaustu, bo już sam fakt, że w Buchenwaldzie jakikolwiek więzień mógł codziennie chodzić wzdłuż ogrodzenia pośród uzbrojonych strażników, budził wątpliwości. Okazało się, że mężczyzna rzeczywiście był w obozie, ale resztę wymyślił. Wydawcy w ostatniej chwili wstrzymali druk jego książki. Okazało się też, że o oszustwie wiedziała rodzina mężczyzny, łącznie z żoną i dziećmi.

Jeszcze dalej posunął się Bernard Holstein (właściwie Bernard Brougham), który wydał wspomnienia z pobytu w Auschwitz. By uwiarygodnić swoją historię, sfabrykował nawet więzienny tatuaż na przedramieniu. Peter Loth przedstawiał siebie jako ofiarę eksperymentów doktora Mengele, mimo że nigdy nie widział go na oczy. Również Enric Marco nigdy nie był więźniem Flossenburga, choć w hiszpańskiej telewizji dzielił się traumatycznymi przeżyciami z tego obozu.

Odległa czasowo wojna sprawiła, że wielu kłamców uwierzyło w nieweryfikowalność swoich opowieści. Historycy są jednak czujni i nie dadzą się łatwo zwieść. Zresztą przy każdej większej tragedii znajdzie się oszust, który bez skrupułów doda dramaturgii swoim przeżyciom. Po atakach bombowych podczas maratonu w Bostonie dwie osoby próbowały wyłudzić odszkodowanie, podając się za ofiary, mimo że nawet nie było ich wtedy w mieście. Prawdziwy nalot oszustów Amerykanie przeżyli jednak po zamachu terrorystycznym na World Trade Center.

Znalezione obrazy dla zapytania Tani Head

/Tania Head/

Największym szokiem okazała się mistyfikacja Tani Head. Kobieta twierdziła, że 11 września znajdowała się w południowej wieży WTC. Jej historia była wyjątkowo dramatyczna. W drugim budynku miał zginąć jej mąż, a ją samą mimo ciężkich poparzeń uratował dzielny strażak, któremu nie udało się ujść z życiem. Kobieta wydostała się z budynku tuż przed zawaleniem. Po wyleczeniu oparzeń i otrząśnięciu się z traumy założyła internetową grupę wsparcia, a z czasem stanęła na czele World Trade Center Survivors’ Network, stowarzyszenia skupiającego osoby ocalałe z zamachu 11 września. Tania była zapraszana na wykłady i spotkania, na których dzieliła się swoimi doświadczeniami w szkołach średnich oraz grupach wsparcia w Nowym Jorku. Dawała ludziom siłę, więc szybko stała się twarzą ocalałych z zamachu na WTC oraz rodzin ofiar. Reprezentowała ich interesy na zewnątrz, spotykała się z politykami.

Z każdym rokiem opowiadała o sobie coraz więcej i z każdym rokiem więcej było nieścisłości w jej relacji. Czasem mąż okazywał się narzeczonym, zmieniała się firma, w której pracowała, a nawet kierunek, który ukończyła na Harvardzie. Kiedy fakty zaczęli sprawdzać dziennikarze, okazało się, że ktoś taki jak Tania Head nie istnieje. Kobieta tak naprawdę nazywa się Alicia Esteve Head, jest Hiszpanką, a 11 września przebywała… w Barcelonie. Ameryka była w szoku.
„Nie sposób było nie poczuć do niej zaufania” – wspomina Angelo Guglielmo, autor filmu dokumentalnego o Tani Head oraz książki „The Woman Who Wasn’t There”. Nie kryje jednak złości. „Brak podstaw, by ukarać ją za to, co zrobiła. Winna jest jedynie okłamania nas i życia w kłamstwie” – przyznaje.

Tania miała niestety naśladowców. 20-letnia Marokanka Sanae Zahani za pośrednictwem stacji telewizyjnych szukała siostry, która w dniu zamachu miała przebywać w jednej z zawalonych wież. Kobieta zniknęła równie szybko, jak się pojawiła, gdy okazało się, że nigdy nie miała rodzeństwa. Maureen Curry z Vancouver uśmierciła pod gruzami córkę, Susan Arroyo z Tennessee siostrę, a Daniel McCarthy utrzymuje, że był nowojorskim policjantem, który spędził 79 godzin pod gruzami, które przywaliły go, gdy wynosił na plecach ciężarną kobietę. Sęk w tym, że nowojorska policja nigdy o nim nie słyszała.

Po co to wszystko? Dlaczego ludzie w taki sposób manipulują otoczeniem? Faktem jest, że większość oszustów liczy na jakieś zyski. Nie zawsze muszą to być pieniądze. „Może chodzić o chęć wywarcia określonego wrażenia” – mówi dr Katarzyna Serafińska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego. „W sensie psychologicznym to wsparcie, współczucie, troska, uwaga, sława, podziw, a także chęć uniknięcia kary czy konsekwencji. Wymyślanie czy fałszowanie wspomnień nie dotyczy jedynie osób zaburzonych. Fenomen ten należałoby rozumieć raczej jako zwyczajny proces psychologiczny, potencjalnie możliwy w przypadku każdej osoby” – tłumaczy psycholog.

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy oszuści zaczynają wierzyć we własne kłamstwa. Mało tego, część osób może kłamać nieświadomie, bo ludzka pamięć potrafi płatać figle. Nie dziwi to dr Bogny Bartosz z Zakładu Psychologii Osobowości Uniwersytetu Wrocławskiego. „Neurobiologiczną przyczyną pojawiania się fałszywych wspomnień jest fakt, że podczas wyobrażania sobie zdarzeń, które rzekomo miały miejsce, następuje częściowa aktywacja tych samych obszarów mózgu, co w procesie przypominania sobie zdarzeń” – wyjaśnia dr Bartosz. Jednym słowem nasz mózg przypisuje pewne zdarzenia do niewłaściwego źródła. Niekiedy wydaje nam się, że znamy z autopsji coś, o czym tylko słuchaliśmy lub czytaliśmy.

Na temat kłamstwa wyczerpujący wykład przedstawili William i Mary Healy w książce „Pathological Lying, Accusation and Swindling”. Zdefiniowali w niej kłamstwo jako budowanie fikcji w stopniu całkowicie nieadekwatnym do celu, jaki chcemy osiągnąć. Dla niektórych pokusa zwrócenia na siebie uwagi jest silniejsza niż zdrowy rozsądek. Pochodzący z żydowskiej rodziny David Mamet, znany scenarzysta i reżyser, napisał niegdyś, że „nie ma lepszego biznesu od Shoah”. Ta refleksja sprawdza się niestety przy każdej ludzkiej tragedii.

Źródło: Kamil Nadolski, Focus luty 2015, Źródło zdjęć [1] [2] [3]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>