Zabójstwo Aldo Moro

Znalezione obrazy dla zapytania aldo moro

Porwanie Aldo Moro to podwójne oszustwo, które dokonywane jest na oczach całego świata, powiedział wysłannikom z Włoch jasnowidz, ojciec Andrzej Klimuszko. Co miał na myśli?

Pierwsza kula roztrzaskała pierwszą szybę auta, zabijając na miejscu siedzącego za kierownicą ochroniarza. Seria z automatu przecięła na pół drugiego agenta. Kolejne strzały zabiły trzech funkcjonariuszy ochrony jadących z drugim mercedesie. Kilka sekund potem pięciokrotny premier Włoch, Aldo Moro, został wywleczony z pierwszego wozu i wepchnięty do czekającego nieopodal fiata.

Na Europę lat siedemdziesiątych położył się cień włoskich Czerwonych Brygad (Brigate Rosse) i ich siostrzanej niemieckiej organizacji, Frakcji Czerwonej Armii (die Rote Armee Fraktion). W 1974 roku zginęło 12 pasażerów pociągu pospiesznego Italicus Express relacji Rzym – Monachium, w którym podłożono ładunek wybuchowy. Dwa lata później we Włoszech został zastrzelony Francesco Coco, prokurator z Genui. W 1977 roku, w RFN zginął porwany przez RAF przemysłowiec Hanns-Martin Schleyer. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

Był 16 marca 1978 roku. Włochy wstrzymały oddech. „Niewyobrażalna zbrodnia!” – krzyczały nagłówki gazet. „Krew na ulicach Rzymu…” – informowały radio i telewizja. – „Atak na struktury państwa”, „Zamach na demokrację”…

Tego dnia wszystkie światowe agencje swoje serwisy zaczynały od informacji o porwaniu Aldo Moro, czołowego polityka Włoch, do czego przyznały się Brigate Rose Due (Czerwone Brygady Dwa). Postawiono na nogi policję i karabinierów w całym kraju. Na niespotykaną dotąd skalę rozpoczęto obławę na terrorystów. Wszystko bez rezultatu.

Osiem dni później, w piątek 24 marca, przed klasztorem ojców franciszkanów w Elblągu zatrzymał się samochód z rejestracją ambasady Włoch. Przybysze spotkali się z jasnowidzem, ojcem Andrzejem Klimuszką. Poprosili go o pomoc w odnalezieniu uprowadzonego szefa chrześcijańskiej demokracji. Przywieźli ze sobą fotografię i osobiste drobiazgi, które pocztą dyplomatyczną przysłano z Rzymu.

Po dłuższym skupieniu zakonnik opisał miejsce przetrzymywania więźnia. Scharakteryzował również ludzi, którzy zamierzają go zabić. Mówił o ich dwulicowości i stale powtarzał o podwójnym oszustwie, które teraz dokonywane jest na oczach całego świata. Co miał na myśli? Nikt nie potrafił zinterpretować jego słów i w końcu uznano je za mało istotne dla sprawy.

Włosi spytali też o dalsze losy byłego premiera. Franciszkanin stwierdził, że Moro wkrótce zginie od dziewięciu strzałów. Opisał też dokładnie sposób, w jaki zostaną znalezione jego zwłoki: „Będą leżały na tylnym siedzeniu samochodu, który zostanie porzucony na via Caetani w Rzymie”. Niestety wskazówki ojca Klimuszki, które zanotowali dyplomaci, okazały się bez wartości. Tak się przynajmniej wydawało.

W tym czasie w Rzymie nadal trwała obława. Na ulice wysłano wzmocnione patrole policji i karabinierów. Ustawiono punkty kontrolne na trasach wylotowych ze stolicy Włoch. Jednak porywacze i ich ofiara rozpłynęli się w powietrzu.

Kilka dni po porwaniu zwołano posiedzenie nowego gabinetu Giulio Andreottiego, który miał rozpatrzeć sytuację kryzysową. Wkrótce rzecznik prasowy oświadczył dziennikarzom, że członkowie rządu podjęli jednogłośną decyzję, żeby nie negocjować z porywaczami: „Tylko w ten sposób – argumentował – będziemy zdolni przeciwstawić się narastającej w Europie fali terroru. Przestępcy muszą wreszcie zrozumieć, że państwo nie może i nie będzie wchodziło w żadne pertraktacje z bandytami”. Premier nie uległ nawet prośbom papieża Pawła VI.

- Można było odnieść wrażenie, że niektórzy traktują porwanie Moro jako zemstę za jego próby porozumienia się z lewicą – wspominał po latach biskup Luigi Bettazzi. Przypomniał również, że na wieść o porwaniu Aldo Moro kardynałowi Giuseppe Siriemu wyrwało się: „Ma to, na co zasłużył”.

Romano Prodi, przywódca ówczesnego lewego skrzydła Chrześcijańskich Demokratów, po latach ujawnił prasie informacje, że 2 kwietnia 1978 roku w mieszkaniu jednego z przyjaciół, profesora na uniwersytecie w Bolonii, urządzono seans spirytystyczny. Jego celem było wywołanie ducha, który wskazałby miejsce ukrycia porwanego. Niestety Prodi nie ujawnił nazwisk uczestników spotkania, mimo że dziennikarze próbowali go do tego namówić. Wątpliwości powróciły, gdy w latach dziewięćdziesiątych XX wieku oskarżono Prodiego o współpracę z KGB. Wywoływany duch miał pojawić się dosyć szybko. I na pytanie, gdzie przetrzymywany jest polityk, na tablicy ouja wskazał litery, które ułożyły się w słowo: G-R-A-D-O-L-I.

Następnego dnia Romano Prodi poszedł na komisariat policji i powiedział zaskoczonym policjantom, że wie, gdzie jest porwany Aldo Moro. Funkcjonariusze zapewne zlekceważyliby jego słowa, gdyby nie mieli do czynienia z szanowanym politykiem. Wysłano więc patrole do … miasteczka Gradoli w Lacjum. Wprawdzie żona Aldo Moro nalegała, żeby przeszukano też domu przy rzymskiej ulicy o tej samej nazwie, ale tego już nie zrobiono. A jak wykazało późniejsze śledztwo, właśnie na via Gradoli 96 znajdowała się kryjówka terrorystów, w której przetrzymywano uprowadzonego.

Przez ponad miesiąc daremnie poszukiwano Aldo Moro, rząd zaś konsekwentnie odrzucał możliwość rozmów z porywaczami. Pięćdziesiątego trzeciego dnia po porwaniu w prasie ukazało się oświadczenie przywódcy Czerwonych Brygad Mario Morettiego, na koniec którego padło zdanie, że: „Wkrótce po ogłoszeniu oskarżonemu wyroku trybunału ludowego egzekucja zostanie wykonana”.

Następnego dnia prasa opublikowała ostatni list więzionego polityka: „Powiedziano mi, że za chwilę zostanę zabity. Wiem, że pozostała mi już modlitwa, o którą proszę wszystkich czytających te słowa”. Ostatni akapit skierowany był wprost do rodziny: „To już koniec. Całuję was po raz ostatni”.

Jak wynika z późniejszego śledztwa, 9 maja 1978 roku Przewodniczący Krajowej Rady Chrześcijańskich Demokratów został sprowadzony do podziemnego garażu w budynku. Moretti, w asyście czterech uzbrojonych wartowników, nakazał Moro, by położył się w bagażniku samochodu. Padło dziewięć strzałów.

Godzinę później renault ze zwłokami został porzucony w połowie drogi między parlamentem, a siedzibą Włoskiej Partii Komunistycznej, na … via Caetani.

Po odtajnieniu wielu materiałów z archiwów służb specjalnych, okazało się, że w chwili, kiedy Moro zaczął rozmawiać z komunistami o budowie wspólnego rządu, włoska prawica postanowiła do tego nie dopuścić. „Zachodnia demokracja sama na siebie wyda wyrok – napisał w tamtych dniach dziennik „La Stampa” – jeśli pozwoli, by Kreml osadził swoich ludzi we włoskim rządzie”. Zatem musiało się stać coś, co raz na zawsze przekreśliłoby plany komunistów, którzy parli do współrządzenia krajem.

Już po pogrzebie prasa ujawniła informacje, że plakaty z napisem: „Aldo Moro zamordowany. Żyje nadal w naszych sercach” wydrukowano… cztery tygodnie przed śmiercią polityka. Skąd wiedziano, że zginie?

Mario Moretti został aresztowany dopiero trzy lata po zamordowaniu Aldo Moro, w 1981 roku. Chociaż skazano go na sześciokrotne dożywocie, piętnaście lat później został… warunkowo zwolniony z więzienia, o co osobiście zabiegał ówczesny prezydent Włoch Francesco Cossiga. W śmierci Moro, ponoć za wiedzą czołowych polityków Włoch, maczały palce włoskie służby specjalne i CIA.

Jakże znamienne były więc słowa zakonnika, ojca Andrzeja Klimuszki, który mówił o dwulicowości porywaczy. I powtarzał, że na oczach całego świata dokonuje się podwójnego oszustwa. Obecnie już wiemy, co miał na myśli polski jasnowidz, który w tamtych dniach jako jedyny poznał prawdę o porwaniu Aldo Moro.

Źródło: Adam Wirski, Wróżka, Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>