Romantyczna noc we Wrocławiu

Znalezione obrazy dla zapytania marlena dietrich i zbigniew cybulski

Zobaczyła go w filmie i marzyła o spotkaniu. Gdy on się o tym dowiedział, przywitał ją w Polsce różami. Wspólnie spędzony wieczór wiele dla niego znaczył. A dla niej?

Znalezione obrazy dla zapytania marlena dietrich

Ta miłość wydawała się niemożliwa. Zbyszek Cybulski miał 39 lat, był mężem pięknej Elżbiety Chwalibóg, ojcem 6-letniego Maćka. Marlena Dietrich skończyła 65 lat. „Przyjechałam na lotnisko i widzę: idzie staruszka” – opowiadała jej polska tłumaczka w książce Angeliki Kuźniak „Marlene”. Kochana przez miliony mężczyzn, czuła się coraz bardziej samotna. Jej małżeństwo z Rudim Sieberem istniało tylko na papierze. Łączyła ich jedynie córka Maria. Kolejni adoratorzy odchodzili. „Pojechałyśmy do Bristolu. Usiadła na łóżku, podparła głowę dłońmi. Pytam: Pani Dietrich, co się stało? A ona: Burt Bacharach się ożenił” – wspominała tłumaczka. Choć akompaniator divy nie był jej kochankiem, była o niego bardzo zazdrosna.

Podczas tej wizyty, zapytana o Polskę, wymieniła „Popiół i diament” jako jedno z największych przeżyć filmowych. – W pamięci utkwiła mi szczególnie gra Cybulskiego. Co za wspaniały aktor! – wyznała w wywiadzie. Bardzo chciała poznać filmowego Maćka, ale Cybulski był w tym czasie w Szwecji na planie filmu „Kochać”.

Okazja nadarzyła się dwa lata później, w 1966 roku, gdy Dietrich ponownie zawitała do Polski. – Dużo mówiła o Cybulskim. Było ewidentne, że interesuje się nim również jako mężczyzną. Opowiadała, że ma taki erotyczny ruch ramion – wspominała opiekująca się nią w kraju Elżbieta Seniawska. Gdy weszły do pokoju numer 231 we wrocławskim hotelu Monopol, gdzie nocowała gwiazda, na stole, w wazonie stał ogromny bukiet czerwonych róż. Obok oparty liścik: „Droga Pani! Robię błędy, gdy piszę po francusku – dlatego piszę po polsku. Jestem niezmiernie szczęśliwy, że mogę panią powitać. To nie jest banał – ale najszczersza prawda. Zbyszek”. Marlena przeczytała i powiedziała: „No, mogłam się tego spodziewać”. Wkrótce dowiedziała się, że Cybulski przebywa w tym samym hotelu. Znajomi podsunęli mu wywiad z Dietrich, w którym tak ciepło się o nim wypowiadała. Też chciał ją poznać.

Następnego dnia po występie w Hali Ludowej Marlena zaprosiła zespół na kolację. Jeszcze tej samej nocy musiała wyjeżdżać z miasta, ale choć jej sekretarz Ino Saabe prosił, by już się zbierali, nie wychodziła z restauracji. – Czekam na Zbyszka – tłumaczyła. W końcu przyszedł… Według jednej z relacji w pomiętej białej koszuli stanął w drzwiach. W kieszeni spodni miał butelkę. Podszedł do stolika, przy którym siedziała Dietrich, przywitał się i podając jej butelkę, powiedział: „Masz, pij”. Ona wypiła, z gwinta, po czym we dwoje udali się na parkiet. Inną wersję podaje Jerzy Trela. Jego wujek był kierownikiem sali w restauracji hotelu i pamiętnego dnia aktor akurat go odwiedził. – Cały personel organizował dla Cybulskiego krawat, białą koszulę, marynarkę. Rozpoczął się bankiet i Cybulski, który nie przepadał za oficjalnymi uroczystościami, poprosił kelnera o wódkę. Marlena zamówiła to samo. Podano dwa kieliszki: duży dla Zbyszka i dla niej malutki – opowiadał. – Byli zapatrzeni tylko w siebie – dodawał. Wieczór spędzili tańcząc, a on śpiewał jej do ucha „Bonjour tristesse”, przebój Juliette Greco. Wśród pamiątek po Marlenie wciąż można znaleźć karteczkę, a na niej skreślone kilka słów po angielsku: „Kto śpiewał mi ciągle „Que Tristesse”? Cybulski”. Nie mieli dla siebie zbyt dużo czasu. Pociąg odjeżdżał o 1 w nocy. Dlatego gdy przyszedł czas pożegnania, długo nie mogli się rozstać. Pociąg już ruszył, a on wciąż był w przedziale. Wyskoczył w biegu.

Po jej wyjeździe napisał do przyjaciela: „Bardzo polubiliśmy się z Marleną Dietrich, chce robić ze mną film! (…) O miłości piać nie będę – niebezpiecznie”. Między Warszawą a Paryżem krążyły ich listy. Aktor pisał z pasją, romantycznie, zastanawiając się jak to jest, że tak szybko znaleźli wspólny język. Marlena do jednego z listów dołączyła jego karykaturę. Kiedy przyjaciel Zbyszka Jerzy Stefan Stawiński wybierał się do Paryża, Cybulski poprosił więc, by przekazał Marlenie podarunek – krakowiankę z Cepelii.

Stawiński miał napisać scenariusz filmu Cybulskiego i Dietrich. Podczas kolejnej wizyty znalazł zainteresowanego nim producenta. Zaraz zadzwonił do Cybulskiego, który u wybrzeży Afryki kręcił film „Cała naprzód”, aby przyjechał do Paryża i porozmawiał z Marlene. Zbyszek tuż po przylocie do Francji zameldował się w hotelu i od razu wykonał telefon do Dietrich. Odebrała sekretarka Marleny i oznajmiła, że gwiazda oddzwoni. – Leżał na tapczanie z aparatem u boku i w ogóle nie wychodził bo bał się, że ona w tym czasie może zadzwonić. I tak przez dziesięć dni. Czasem donosiłem mu jedzenie – zdradził Stawiński.

Zadzwoniła, ale dopiero gdy aktor wrócił do kraju. Przepraszając, że ma nowego adoratora, który z zazdrości mógłby Zbyszka zamordować. To była ich ostatnia rozmowa. Niecały rok później Cybulski zginął, próbując wskoczyć do jadącego pociągu. O jego śmierci Marlena dowiedziała się od znajomego. Po latach twierdziła, że spieszył się do niej… – Do dzisiaj prześladuje mnie ta bezsensowna śmierć wielkiego artysty – napisała w swojej autobiografii. – Nigdy przed nim nie było aktora, który potrafiłby grać bez użycia oczu i wiem, że nigdy więcej nie będzie. Tym lepiej! Cybulski nie zostanie zapomniany.

Źródło: Marta Lubartowska, Na żywo, Źródła zdjęć: [1] [2]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>