Ojciec filmu polskiego: Jerzy Bossak

Znalezione obrazy dla zapytania jerzy bossak

Polskie kino wiele mu zawdzięcza. Niektórzy wręcz twierdzą, że bez niego nie byłoby polskiej szkoły filmowej.

Gdyby nie Jerzy Bossak, nie powstałby „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego. – Wszystko zawdzięczam Bossakowi. To on dwukrotnie przepychał przez komisję scenariusz mojego filmu – mówił Polański. Andrzej Wajda nie nakręciłby „Człowieka z marmuru”. To właśnie Jerzy Bossak podsunął mu pomysł na film.

Bez Bossaka wielu rzeczy by w Polsce by nie było. Np. szkoły filmowej w Łodzi, którą współtworzył z Jerzym Toeplitzem. Potem z uczelnią był związany przez ponad pół wieku. Stworzył też Polską Kronikę Filmową. Był inicjatorem zbudowania pierwszego po wojnie budynku w Warszawie, z myślą utworzenia tam Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych.

Jerzy Bossak, właściwie Jerzy Burger-Naum, urodził się 31 lipca 1910 roku w Rostowie nad Donem. Po rozwodzie rodziców rok później przyjechał z matką do Łodzi. Matka powtórnie wyszła za mąż za nauczyciela Ignacego Szelubskiego.W przyszłości Jerzy Bossak miał czasem używać nazwiska ojczyma jako pseudonimu.

Miał szczęście spotykać niezwykłych ludzi, którzy mieli wpływ na jego wybory życiowe. Czasem wręcz na życie, jak to było w przypadku Wandy Wasilewskiej, która ocaliła go, gdy po wojnie został oskarżony o szpiegostwo. W Męskim Gimnazjum Społecznym polskiego uczył Bossaka Przecław Smolik – przyjaciel Wyspiańskiego. Dzięki niemu zainteresował się i filmem, i literaturą. Miał 17 lat, gdy założył pismo „Żywa sztuka” – ukazywało się w nakładzie 2000 egzemplarzy. Do współpracy namówił m.in. Karola Irzykowskiego.

Jednak zwyciężyła miłość do filmu. – Odkąd skończyłem 16 lat, wiedziałem, że będę filmowcem – mówił. Marzyła mu się szkoła filmowa w Moskwie, chciał uczyć się od Kuleszowa i Eisensteina, ale jako polski obywatel w bolszewickiej Rosji nie mógł tego zrobić. Myślał o Monachium, ale za tę szkołę trzeba było płacić, na co nie byłoby go stać.

Co w takim razie robi, by spełnić swoje marzenie? – Szedłem małymi kroczkami po swoje. Studiowałem psychologię, socjologię, historię, filozofię – duży wpływ mieli na mnie Kotarbiński i Tatarkiewicz – prawo. Te kierunki dawały możliwości, by studiować indywidualnie. Na każdym wybierałem zajęcia pod kątem przyszłej pracy w filmie.

Podczas studiów utrzymywał się sam. Tłumaczył z niemieckiego powieści kryminalne. Pisał do łódzkiej bulwarówki „Co tydzień powieść”. Za dzieje miłości księcia Windsoru i Wallis Simpson dostał 250 zł.

W 1928 roku był współzałożycielem Stowarzyszenia Miłośników Filmu Artystycznego START. Związany z nim był m.in. Aleksander Ford, Stanisław Wohl – właśnie z Wohlem od podstaw tworzył polski przemysł filmowy.

Wojna zastała go w Warszawie. Potem był Lwów i dalej na Wschód. Gdy generał Anders formował armię, on chorował na tyfus. Dołączył do armii Berlinga. Lata 1943-44 są dla niego dramatyczne. Cała jego rodzina została wymordowana w hitlerowskich obozach śmierci. On w 1943 r. tworzy Czołówkę Filmową Wojska Polskiego.

Wolność zbiegła się z oskarżeniem go o szpiegostwo. Uratowała go wtedy przed więzieniem, a może nawet życie, wspomniana Wanda Wasilewska, którą poznał przed wojną, gdy we lwowskich „Sygnałach” redagował dział filmowy. Później jeszcze kilkakrotnie przyjdzie zmierzyć mu się z jawną niesprawiedliwością i niewdzięcznością. Do marca 1968 r. kierował studiem filmowym „Kamera”, które stworzył. Zadbał o to, by młodzi reżyserzy mogli kręcić fabuły. Pracowali w nim m.in.: Wojciech Has, Andrzej Munk, Jerzy Kawalerowicz czy wspomniani Wajda i Polański. Tu powstało „Zezowate szczęście”, „Nóż w wodzie”, „Prawo i pięść”, „Rękopis znaleziony w Saragossie”, „Wszystko na sprzedaż”.

- Był najwybitniejszym kierownikiem artystycznym, z jakim miałem do czynienia – mówił Andrzej Wajda. Bossak interesował się nie tylko ich twórczością, również życiem. Pisał listy do reżyserów. Traktował ich po ojcowsku.

W czasie antysemickiej nagonki w 1968 roku wyrzucono go z funkcji dziekana reżyserii i z WFDiF. Wytwórnia była dziełem jego życia. Strażnicy dostali polecenie, by nie wpuszczać go na jej teren. Przeżył to bardzo, ale nie opuścił Polski na stałe, choć pracował w Danii, Niemczech, Stanach. Na szczęście miał poczucie humoru.

W 1963 roku wydarzyła się zabawna historia. Na przyjęciu spotkał Kirka Douglasa. Amerykański aktor pożalił mu się, że koniecznie chciał się spotkać z Gomułką, ale mu się nie udało. – Ty nie jesteś politykiem, Gomułka nie jest aktorem, nie ma między wami płaszczyzny porozumienia – powiedział mu Bossak. – Przyjeżdżaj do Łodzi.

Douglas sądził, że będzie to szkoła wzorem amerykańskich – typu intelektualnego. Pod szkołę zajechał fordem mustangiem. Przeraził go tłum rodem z westernu. Dzień przed wizytą Bossak jeszcze z Warszawy zadzwonił do Marka Piwowarskiego, by zorganizowali drakę. Kazał wyciągnąć z magazynów kamery, miały być piękne dziewczyny, kwiaty i muzyka. Douglas opisał to w autobiografii.

Do dziś wspominają go dawni wychowankowie. – Bossak to facet, który uświadomił mi, dlaczego powinienem robić filmy. Myśmy przychodzili do niego z pomysłem, a on wyłuskiwał z tego filmy – mówił Filip Bajon. – Był wyjątkowy, kochany i wspaniały.

Jerzy Bossak zmarł 23 maja 1989 roku w Warszawie. Pochowany jest na warszawskich Powązkach. Żona Irena spoczęła obok niego, przeżyła go o 3 lata. W 1994 roku Jadwiga Zajicek nakręciła o Jerzym Bossaku dokument „Życie jak film”. W 2010 roku powstał „Bossak. Kronika wypadków filmowych” Małgorzaty Burzyńskiej – Keller. W grudniu 2005 roku w Łodzi Andrzej Wajda i Małgorzata Burzyńska-Keller odsłonili w Łodzi Gwiazdę Jerzego Bossaka.

Źródło: IJ, Życie na gorąco, Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>