Co z tym Mojżeszem?

Znalezione obrazy dla zapytania mojżesz

Na spokojnej powierzchni Nilu coś się kołysze. Chodzi o solidny koszyk wiklinowy, w którym leży małe dziecko. Fale powoli niosą go w kierunku brzegu, gdzie wplątuje się w źdźbło trzcin. W koszu nie leży byle kto, tylko trzymiesięczny Mojżesz. Przyszły przywódca narodu izraelskiego nie miał dzieciństwa usłanego różami. Przyszedł na świat w Egipcie, gdzie faraon właśnie rozkazał zabić każdego nowonarodzonego hebrajskiego chłopca. Dlatego też matka Mojżesza trzy miesiące po porodzie zdecydowała się położyć dziecko w papirusowym koszyku, który powlekła żywicą i smołą, i puściła go w sitowiu przy brzegu. Koszyk z płaczącym chłopcem prawie cudem przetrwał i znalazła go córka faraona, która przyjęła dziecko jak swoje. Tak jakby od urodzenia nad Mojżeszem ktoś trzymał ochronną rękę.

Na piaszczystym podłożu leży bezwładne ciało egipskiego dozorcy. Na ciele ma wiele krwawych ran. „Chyba nikt mnie nie widział”, szepcze przez popękane usta przerażony Mojżesz i rozgląda się nerwowo wokół siebie. Kiedy dorósł był świadkiem tego, jak jakiś egipski dozorca bez powodu stłukł pewnego żydowskiego robotnika. W tym momencie w Mojżeszu krew się zagotowała, poczekał na mężczyznę i zabił go z zimną krwią. Pomimo tego, że szybko zakopał ciało w piasku, z pewnością ktoś go widział, bowiem o morderstwie dowiedział się sam faraon. „Także faraon usłyszał o tej sprawie i usiłował stracić Mojżesza. Uciekł więc Mojżesz przed faraonem i udał się do kraju Madian, i zatrzymał się tam przy studni”, czytamy w Biblii.

W oddali w drżących oparach gorącego powietrza ginie góra Synaj. Mojżesz na chwilę się zatrzymuje i ściera z czoła krople potu. Po przyjściu do Madian wygląda jak pasterz. Jednak pewnego dnia zagonił swoje stado w głąb pustyni. Właśnie wtedy, pod palącymi promieniami słońca po raz pierwszy objawił mu się Bóg. „Podobno zobaczył wychodzące ze środka krzaków płomienie, które w żaden sposób nie szkodziły roślinie”, wspomina współczesny amerykański historyk Gary Greenberg. Dlatego też Mojżesz podszedł do krzaków. Gdy tylko to zrobił, Bóg do niego przemówił i wezwał go, aby powrócił do Egiptu i wywiódł jego lud z niewoli. Czy mogła to być fatamorgana, podczas której z powodu wysokiej temperatury dochodzi do złudzeń optycznych, czy może halucynacje wywołane udarem cieplnym?

Bogato zdobione drzwi otwierają się i do sali audiencyjnej wchodzi Mojżesz. Faraon egipski kiwnie głową dając w ten sposób znak, że może mówić. „Tak powiedział Pan, Bóg Izraela: Wypuść mój lud, aby urządził na pustyni uroczystość ku mojej czci”, powiedział Mojżesz. Jednak faraon nie chce słyszeć ani słowa na temat uwolnienia Izraelitów. Mojżesz, aby przekonać niezłomnego władcę, według Biblii zaczął na jego ziemię zsyłać katastrofy znane jako dziesięć plag egipskich. Najpierw weźmie swoją laskę, dotknie na oczach faraona wody Nilu, a ona nagle zaleje się krwią. Potem spowodował rozmnożenie żab, komarów i much. Piątą plagą, która dosięgła wielkie imperium nad Nilem była epidemia pomoru bydła. W jaki sposób Mojżeszowi udało się coś takiego spowodować? Według współczesnych naukowców katastrofy mogła spowodować zmiana klimatu – szybkie nadejście suszy. Dzięki temu doszło do obniżenia poziomu wody w Nilu, pojawienia ciemnoczerwonych rzęs, znanych jako burgundzka krew, a następnie do rozmnożenia żab i niezbyt przyjemnych owadów.

„W dalszym ciągu mnie nie przekonał”, mówi trochę zdenerwowany faraon. „To potrafią również moi czarodzieje”, dodaje. Mojżeszowi nie pozostało nic innego, jak wytrwać w zsyłaniu katastrof. Do egipskiego władcy wrócił kilka dni później i wyrzucił przed nim w powietrze garść popiołu. „Weźcie pełnymi garściami sadzy z pieca i Mojżesz nich rzuci ją ku niebu na oczach faraona, a pył będzie się unosił nad całym krajem egipskim i sprawi u człowieka i u bydła w całej ziemi egipskiej wrzody i pryszcze”, prorokuje Mojżesz i jak powie tak się też stanie. Potem jeszcze ześle na Egipt niebywale gwałtowne gradobicie, atak szarańczy, trwającą trzy dni ciemność o ostatecznie zaklęcie, którym uśmierca wszystkich pierworodnych potomków, włącznie z dzieckiem faraona. „W przybliżeniu w tym samym czasie doszło do wybuchu wulkanu na wyspie Tera, który mógł spowodować wszystkie te katastrofy”, próbuje to wyjaśnić publicysta izraelski Simcha Jacobovici.

Na ulicach stolicy Egiptu słychać płacz i krzyk. Kobiety mocno ściskają w ramionach swoje zmarłe dzieci i wyrywają sobie włosy z głów. Przerażony faraon przechadza się po pałacu i zarzuca sobie, że wcześniej nie wyszedł naprzeciw Mojżeszowi. „Wstańcie, wyruszajcie z pośrodka mojego ludu, tak wy, jak Izraelici”, zasyczał, kiedy znów stanął przed nim ich przywódca. Następnego dnia Mojżesz zebrał wszystkich członków swojego narodu i wyruszył z nimi w kierunku Morza Czerwonego. Jednak w międzyczasie faraon poukładał sobie w głowie pomysł uwolnienia Izraelitów i na czele swych wojsk wyruszył w pościgu za Mojżeszem. Dlatego też musiał on znów podnieść swoją czarodziejską laskę i dokonał kolejnego, do dnia dzisiejszego niewyjaśnionego cudu – rozdzielił morze i przeszedł przez nie suchą nogą.

Spienione masy wody groźnie uniosły się w powietrze i stworzyły korytarz, którym ruszyło tysiące żydowskich uciekinierów. Jak tylko przeszli, Mojżesz znów podniósł laskę i kazał zburzyć wodne ściany. Jednak w tej chwili po suchym dnie morza przechodzą żołnierze egipscy, których żywioł pozbawił życia. Według współczesnych badaczy morze naprawdę mogło się rozstąpić przed Żydami. Nie stało się to jednak przy udziale Mojżesza tylko wiatru, jak dowodzi również Biblia. „Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, a Pan cofnął wody gwałtownym wiatrem, który wiał przez całą noc, i uczynił morze suchą ziemią”, czytamy. Według egiptologa brytyjskiego Kennetha Kitchena na północy kraju faktycznie do czegoś takiego doszło, jednakże nie w delcie Nilu. Czy Mojżesz udał się inną drogą niż uważano? To możliwe. Wielu współczesnych badaczy uważa, że podczas tłumaczenia Biblii doszło do błędu. Według nich Izraelici zmierzali zamiast w kierunku Morza Czerwonego (Red Sea), w stronę Morza Trzcinowego, jak Egipcjanie nazywali deltę Nilu.

Z zachmurzonego nieba uderza jeden piorun za drugim. Ludzie tulą się do siebie i z niepokojem patrzą na szczyt pobliskiej góry Synaj, u stóp której Mojżesz po ucieczce z Egiptu rozbił swój obóz. Miejsce zna bardzo dobrze, ponieważ właśnie tutaj po raz pierwszy zobaczył w płonących krzewach Boga. Objawił się mu tutaj ponownie. „Pan zstąpił na górę Synaj, na jej szczyt. I wezwał Mojżesza na szczyt góry, a Mojżesz wstąpił”, napisane jest w Biblii. Przywódca Izraelitów spędził na szczycie góry 40 dni. Kiedy jednak wrócił z powrotem zauważył, że część jego ludzi zaczęła składać pokłony rzeźbie złotego cielęcia. Dlatego też złamał przykazania i kazał zamordować wszystkich bałwochwalców. Potem znów udało się na szczyt góry, gdzie znów spędził 40 dni. Z powrotem wrócił nie tylko z płytami z przykazaniami, ale też z niezwykłym wyrazem twarzy…

W ciągu czterdziestoletniej wędrówki, która miała miejsce po ucieczce z Egiptu, Izraelici wiele razy musieli pokonywać suchą pustynię. Mojżesz wtedy wiele razy zademonstrował niewiarygodną umiejętność znalezienia wody bez względu na okoliczności i miejsce. Do jej poszukiwań wykorzystuje oczywiście swoją magiczną laskę. „Spokojnie możemy uważać go za jednego z pierwszych różdżkarzy. Laska w rzeczywistości mogła być różdżką radiestety”, uważa Greenberg. Podobno żydowscy wędrownicy odwiedzili również przyszłe miasto Petra, gdzie Mojżesz dwa razy uderzył w skałę i wytrysnęła z niej chłodna woda. Jednak przywódca narodu izraelskiego nigdy nie dotarł do Ziemi obiecanej. Zmarł w pobliżu morza Martwego na rozległych równinach Moab. Podobno miał wtedy120 lat! Czy naprawdę znał magię?

Źródło: Paweł Bestia, Enigma 02-03/2015, Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>